„Książkowy potwór nie straszny czytelnikom” – felieton

Empik

„Nie karm książkowego potwora” alias „Kupuj mądrze”. Akcja, która w podświadomości, przez pierwszy ułamek sekundy spodobała mi się. Bo „książkowy potwór” brzmi nieźle, a i bojkotowanie z reguły jest ekscytujące.

Później wczytałem się w założenia i konkretne punkty petycji. Krótko mówiąc, akcja namawia czytelników, by książkowe zakupy robić w małych księgarniach, czy to „prawdziwych” czy internetowych. Aby nie wspierać dużych sieci salonów multimedialnych. Wiadomo, że chodzi o EMPiK. Dlaczego bojkot? Bo EMPiK nie wywiązuje się z umów, nie płaci  wydawnictwom w terminie, dyktuje ceny i ogólnie wykorzystuje swoją silną pozycję na rynku. Zaraz, zaraz, pomyślałem. Też nie lubię monopolistów: mam złe doświadczenia z TP S.A, jeszcze gorsze z PKP, Pocztę Polską podpaliłbym i zrównał z ziemią, nawet Allegro ostatnio jakoś traci moją sympatię. Ale EMPiK? Profil akcji na Facebooku ma już ponad 6tyś. fanów, dziennikarze i blogerzy chętnie podchwycili temat, więc czas na opozycyjny głos.

1)      Nie wiem na jakiej podstawie, ale pomysłodawcy akcji założyli, że mnie, jako zwykłego czytelnika, interesuje, że EMPiK nie rozlicza się z wydawnictwami w terminie. Że z książkowymi zakupami przeniosę się do zwykłych, mniejszych księgarń. Że problemy wydawnictw staną się moimi problemami. Uwierzcie, sam mam problemy z kontrahentami i ich płatnościami, a w EMPiKu interesuje mnie tylko jedno. Książka. Cała reszta, czyli niekorzystne umowy między molochem a wydawnictwami (hm, kto je podpisał?), marża księgarń, czy procent autora od egzemplarza, to sprawy, o których nie chcę i nie powinienem wiedzieć. Powinny być załatwiane we własnym środowisku. Oczywiście z drugiej strony nieterminowość w płatnościach i wykorzystywanie monopolistycznej pozycji to draństwo i praktyka, która powinna zostać ukrócona. Wydaje mi się jednak, że są lepsze narzędzia niż internauci, do zmiany tego stanu rzeczy. Nie wiem… Sądy? Windykacja? Dawno temu wyleczyłem się z chęci ratowania świata i nie mam zamiaru umierać za niepopłacone faktury wydawnictw.

 

2)      Często książki na stronach wydawnictwa wcale nie są tańsze niż w EMPiKu, co mnie dziwi, bo omijając dystrybucję, można zejść z ceny. Tak się nie dzieje. Przykład pierwszy z brzegu: jedna z naszych ostatnich recenzji. John Verdon „Wyliczanka”. W EMPiKu za 37,49zł, na stronie wydawnictwa ZNAK za 35,91zł. Różnica? Dostawa do EMPiKu jest gratis i mogę odebrać kiedy chcę, a z wydawnictwa płacę dodatkowo 12zł za przesyłkę. Owszem, czasami książka na stronie rzeczywiście jest tańsza. Ale co z tego skoro właśnie przesyłka zabija radość z „zaoszczędzonych” pieniędzy. Osobny temat to absurdalny pomysł kupowania u wydawcy – omijanie pośrednictwa byłoby szybkim wyrokiem śmierci dla księgarń. Polak zawsze jednak kombinuje jak dotrzeć do źródełka, by było jak najtaniej i domyślam się, że inicjatorzy akcji po ryby jeżdżą do rybaków, po ziemniaki do rolników, a po wędliny do zaprzyjaźnionej ubojni. W przypadku książek okazuje się jednak, że źródełko najtaniej nie ma (choć najprędzej mogłoby mieć!) – zaopatrywanie się tylko w nim urodziłoby patologię i zabiło rynek. Pomysłodawcy akcji wycofali się z tego postulatu, zresztą akcja też została zmieniona na „Kupuj mądrze”, co dla mnie jest znakiem, że całe przedsięwzięcie zostało nie do końca przemyślane i zorganizowane w sposób partyzancki.

 

3)      Ja sam kupuję w EMPiKu. I nie widzę powodów, żeby to przyzwyczajenie zmienić. Ściślej mówiąc: wewnętrzne relacje na linii wydawca – EMPiK nie są dla mnie wystarczającym powodem. Powiem wam, jak to jest u mnie, gdy ukazuje się kryminał, który chcę zrecenzować i wrzucić na stronkę: wsiadam w auto, jadę do centrum handlowego i wjeżdżam na ostatni poziom parkingów. Wchodzę do EMPiKu, którego klimat od razu poprawia mi humor. Kupuję swoją książkę, drugą wybieram dla żony. Waham się między dwiema pozycjami, więc dla poprawy decyzyjności na dziale „muzyka” zakładam słuchawki i puszczam sobie jakiś dobry kawałek. Przy kasie kupuję torebkę ozdobną i za całość płacę paypassem. Parę metrów od EMPiKu jest McDonald`s, a że mają tam dobre lody, to sprawiam sobie taką przyjemność. Uwijam się w godzinę, więc parking (zadaszony) mam za free. Jeżdżenie autem dookoła wrocławskiego rynku i polowanie na wolne miejsce (płatne z góry), tylko po to, aby sto metrów iść w deszczu i wesprzeć małą księgarnię, jest nie dla mnie. Liczy się czas, wygoda i wartość dodana.

 

4)      Nad całością akcji unosi się trochę gryząca, negatywna energia. Książkowy potwór, nie kupuj w EMPiKu, rozgoryczone wydawnictwa. Brakuje pozytywnego przekazu. „Nakarmcie książkowego przyjaciela” – czyli kupujcie w fajnych, klimatycznych księgarniach. Choć nazwa wymyślona na szybko, to chyba widać różnicę: promujemy własne zalety bez uprawiania czarnego PR-u. Właśnie. Nie obrzydzajcie konkurencji, tylko słódźcie sami o sobie; taka mała różnica między reklamą a antyreklamą, notabene w Polsce karalną. Pokażcie, co macie do zaoferowania, dlaczego to was mam wybrać. Co zyskam kupując w innych miejscach niż ten okropny monopolista. Nie płaczcie mi w ramię z powodu niezapłaconych faktur i nie straszcie książkowym potworem. Ja go oswoiłem i nie mam powodu, by narzekać.

Na fanpage`u akcji wciąż przybywa lubisiów. Nośne hasło + trend na nielubienie monopolistów = owczy pęd. A ja tymczasem czuję się trochę wykorzystywany – moimi rękami i rękami internautów wydawnictwa chcą odwalić brudną robotę. Co będzie, jeśli akcja przyniesie pożądany skutek? Jeśli na szeroką skalę ludzie będą odpływać z EMPiKu aż ten w końcu, ze strachu, zacznie się grzecznie wywiązywać z umów i zobowiązań finansowych? Scenariusz to bardzo mało prawdopodobny, a szkoda, bo chętnie zobaczyłbym miny zdezorientowanych facebookowiczów na widok kolejnej akcji: „Ok, wracajcie do książkowego potwora, zaczął nam płacić w terminie”.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

8 Responses to „Książkowy potwór nie straszny czytelnikom” – felieton

  1. MisiaMiś pisze:

    Ciekawe, nie słyszałam wcześniej o tej akcji. Ale nieświadomie ją wspieram 🙂 ponieważ książki kupuje w dwóch niewielkich księgarniach na przemian. Zawsze można się dogadać, coś zamówić jeśli nie mają

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
  2. Rafal pisze:

    Jestem wydawcą i współpracowałem z Empikiem. Ja akurta nie miałem problemów z płatnościami, ale sa inne kłopoty. zezsensowne zwroty towaru podniszczonego, a po kilku dniach przyjęcia tego samego towaru, wybieranie tylko nowiutkich książek, starsze choć ciekawe wypadają. Współpraca tylko z jednym dostawcą, eliminacja konkurencji z podobnymi tytułami. Półroczne terminy płatności z prawem zwrotu, co obciąża kosztami podatków wydawcę za nie zapłacone faktury. W rzeczywistości powstaja dodatkowe koszty, które jesli wydawca chce się utrzymać musi doliczyć do książki. W tym samym czasie Empik kupuje wydawnictwa, urządza nowe salony i inwestuje pieniądze w inne dziedziny. Być może byłoby wszytko ok. gdyby dotyczyło to każdego innego produktu przemysłowego, ale dotyczy to książki, która musi się żądzić trochę innymi prawami. Chyba że chcemy aby pozostały jedynie dwa, trzy duże wydawnictaw, które w niskich cenach sprzedają książki, które nikogo nie interesują. Książka musi być produkowana przez wydawnictwa różnorodne: małe, duże, autorskie, jednej książki, bo tylko taka wielość jest w stanie wygenerowac naprawdę ambitne pozycje.
    Dlatego interes zwykłego czytelnika polegać musi na zabezpieczeniu rynku tak, aby utrzymać taką różnorodność i nie dopuścić do skrajnej monopolizacji. Niestety w Polsce tak się nie dzieje. Być może lament wydawców jest spowodowany głównie ich problemami, ale jesli te problemy skutkują upadkiem wielu firm to problem jest już bardziej społeczny.
    Uważam, że regulacją rynku książki powinno zająć się Państwo i że to ono jest odpowiedzialne za obecny kryzys. Skrajnie liberalne podejście do tego rynku jest bowiem olbrzymim błędem.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
  3. Robert pisze:

    Dorzucę coś od siebie. Pomysł z jedną ceną w wydawnictwach i punktach sprzedaży, na straży którego to pomysłu miało by stać państwo (tudzież jakiś powołany do tego celu urząd) wpłynęłoby na cenę książki, co musiałby pokryć klient. Pomysł uważam za absurdalny (zresztą był on sugerowany na targach książki w Krakowie w 2011, przez pewną właścicielkę księgarni, której nazwiska nie wspomnę) dlaczego wyjaśnię poniżej. Dla uproszczenia wyobraźmy sobie dwie księgarnie, jedna w Krakowie, a druga w Skępem (woj. kujawsko-pomorskie). Obie księgarnie mają podobny metraż i pracują w nich tylko właściciele. Koszty utrzymania księgarni w Krakowie będą dużo wyższe bo czynsz w dobrym punkcie jest niebotyczny, utrzymanie w Krakowie także kosztuje znacznie więcej niż w Skępem. Owszem, tutaj możemy przypuszczać, że w Krakowie jest więcej klientów niż w Skępem. A może jest tak, że w wielkim mieście gdzie jest kino, teatr i wiele innych atrakcji, a praca zajmuje nam lwią część czasu, czytelnik czyta coraz mniej, natomiast w Skępem, gdzie takich atrakcji brak, potencjalny czytelnik czyta więcej niż ten z Krakowa. Zakładam także, że w Krakowie jest kilkadziesiąt księgarń między którymi wybierają klienci, a w Skępem jedna. Zasobność portfela kupujących też jest różna, ale różne są też potrzeby i priorytety. A te dylematy to jedynie wierzchołek góry lodowej bo skoro państwo ustala jedną cenę na książkę to dlaczego nie ma ustalić np. na śledzie. W tym przypadku śledzie muszą być w chłodni muszą dojechać do sklepu w Krakowie, specjalnym środkiem transportu co zwiększa koszt produktu, a zarazem koszt tego samego produktu będzie mniejszy na wybrzeżu. Państwo ustalając jedną cenę dla produktu, sprawiałoby, że w jednym miejscu śledź jest droższy niż być powinien, a w drugim na odwrót. Jeśli państwo zajmie się regulacją cen jakiegoś dobra to musi się finalnie zajmować także regulacją płac, czynszów, mediów itd. itp. co powoduje wzrost biurokracji, wzrost cen, zmniejszenie wolności obywatela, nieposzanowanie praw własności itp., a więc zaprzeczenie liberalizmu jako takiego. W historii gospodarczej naszego kraju już to przerabialiśmy i nie był to dobry kierunek. Jeżeli kupiłem książkę i jest moja, to mogę chcieć ją sprzedać za tyle ile uważam i to od ceny + marża jaką ustanowię zależy czy uda mi się ją sprzedać czy klient popuka się w czoło. Nikt nie powinien mi niczego w tym zakresie nakazywać. Interwencjonizm państwa to zło wcielone, a kto myśli inaczej niech przejedzie się do Korei Północnej na wycieczkę, a nóż widelec spodoba mu się tak zarządzane państwo i z chęcią dołoży wszelkich starań o przyznanie mu obywatelstwa. Ja obstaję za tym aby państwo zapewniało mi poczucie bezpieczeństwa w postaci wojska, policji i sądów, oraz stało na straży prywatnej własności w świetle prawa, a nie zajmowało się cenami na jakiekolwiek dobra, parytetami czy sposobami kiszenia ogórków. Amen

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
  4. Muszę przyznać, że dawno nie czytałem równie pokracznego i irytującego wywodu. Autor zdaje się nie interesować niczym poza własnym czubkiem nosa. Ma gdzieś, że kupuje po prostu u zwykłego oszusta, gratuluje bezmyślności i braku autorefleksji. Jak się umawiam z kimś na zapłatę na konkretny dzień to jej oczekuje, wiadomo że mogą się zdarzyć różnego rodzaju sytuacje losowe, ale zwlekanie przez Empik z płatnościami jest praktyką nagminną i przyjętą za normę. Dla mnie jest to zwykłe oszustwo i wykorzystywanie przewagi rynkowej w nieuczciwy sposób. Raczej nie mam złudzeń, że to świadoma strategia przyjęta przez firmę w celu zwiększenia przychodów. Mówimy o milionowych kwotach, które leżąc parę miesięcy na koncie generują dodatkowy przychód, którym Empik zapewne z nikim się nie podzieli. Wiadomo pieniądz rodzi pieniądz. Oczywiście można przyjąć, że Empik tak robi bo może, takie są prawa współczesnego kapitalizmu i jak się nie podoba to nie ma przymusu prowadzenia interesów z tym konkretnie partnerem, problem tylko taki że Empik jest de facto monopolistą i bez współpracy z nim większość wydawnictw może zapomnieć o wyjściu na swoje.

    Przyjmowanie założenia przez świadomego czytelnika i uczestnika polskiego rynku książki za jakiego uznaje się zapewne autor postu, iż problemy wydawnictw nie są jego problemami wydaje mi się błędne i krótkowzroczne. Otóż dla mnie są gdyż mam świadomość, że obecna sytuacja zagraża funkcjonowaniu wielu wydawnictw i nie mam zamiaru brać udziału w oszukiwaniu innych. Nabywca książki jest tu ostatnim ogniwem w całym procesie, na którym cierpi finansowo i wydawnictwo i sam nabywca (jak pokazuje praktyka w wielu przypadkach zupełnie nieświadomie). Ponownie chciałoby się pogratulować krótkowzroczności autorowi. Powoływanie się na sądy i windykację też jest trochę niepoważne. Jak działają polskie sądy każdy wie, poza tym Empik pewnie może sobie pozwolić na najlepszych prawników, a wchodzenie na drogę prawną w walce o swoje należności dla małych wydawnictw może oznaczać po prostu to że ich książki zostaną wycofane z salonów Empik. Nikt nie mówi tu o idealistycznej chęci ratowania świata, z której sam jestem dawno wyleczony, tylko o elementarnym sprzeciwie wobec zwykłego draństwa i braku uczciwości.

    Porównania cen przytoczone przez autora znowu są z kosmosu. Oczywiście nie raczył zauważyć faktu, że gdyby Empik płacił wydawnictwom w terminie to mogłyby one obniżyć ceny książek oferowane na swoich stronach, co oczywiście dla Empiku nie jest to korzystne. Stwierdzenie, że Empik jest atrakcyjny cenowo jest po prostu niepoważne. Nie będę podawał konkretnych adresów księgarni internetowych by nie zostać posądzonym o reklamę, ale w ciągu paru minut można łatwo w internecie znaleźć wiele miejsc gdzie ceny nowych książek są o te parę złotych tańsze niż w Empiku. Podobnie ma się sytuacja z księgarniami tradycyjnymi. Naprawdę wystarczy tylko zrobić niewielkie rozeznanie. No ale jeśli ktoś woli płacić więcej bo to kwestia przyzwyczajenia i miłej atmosfery a i kawę jeszcze można kupić czy ciastko zjeść to jego sprawa. Jestem przekonany, że Empik mógłby sprzedawać książki w niższej cenie, w końcu działa tu efekt skali, ale nie obniży bo po prostu nie musi, wiadomo że większość będzie posłusznie dawała się robić na szaro tak jak autor posta.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
    • Kali pisze:

      Patryk, idę o zakład, w ciągu swojego życia parę sprzętów elektronicznych zakupiłeś, więc można w dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że podzespoły do tego sprzętu produkował tajwański Foxconn. Zapewne słyszałeś o fali samobójstw w tej firmie – ludzie pracowali więcej niż mogli, kobiety nawet po 15 godzin dziennie. Dostają ok. 500zł miesięcznie. Ciężko rozstrzygnąć kto jest większym oszustem, niepłacący EMPiK, czy wyzyskujący i pośrednio odpowiedzialny za śmierć pracowników Foxconn. Oszustwo jest oszustwem. Więc jeśli mówisz o elementarnym sprzeciwie wobec draństwa to chyba od dzisiaj nie będziesz kupował elektroniki. I tak jest z masą gałęzi handlu, produkcji i tak naprawdę wszystkiego. Jeśli chcesz mieć produkty od czystych jak łza firm to albo kupisz coś z gamy Fair Trade albo będziesz zbierał produkty z pola i hodował zwierzęta.
      Porównania cen nie są z kosmosu, wziąłem je ze stron internetowych. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie, wzorem Europy Zachodniej, jednolitych cen. Czyli nie masz taniej w EMPiKu, wydawnictwie, czy księgarni – wszędzie zapłacisz tyle samo.
      Piszesz, że nie ma przymusu prowadzenia interesów z EMPiKiem. O tym właśnie mówi koniec mojego tekstu. Po co namawiać do rezygnacji z zakupów w EMPiKu – jeśli zostanie w skuteczny sposób obrzydzony czytelnikom, to co wydawnictwa powiedzą czytelnikom jeśli sytuacja się unormuje? One bez EMPiKu nie istnieją, więc teraz jest be ale jak dostaną kasę to będzie cacy. Trzeba promować alternatywę i robić własne sklepy internetowe a nie siać propagandę.

      VN:F [1.9.22_1171]
      Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
      • Kali, zupełnie nie rozumiem czemu ma służyć przytoczenie przez Ciebie przykładu Foxconnu. Chyba tylko sprowadzeniu ad absurdum kwestii uczciwości w warunkach gospodarki wolnorynkowej. Zestawienie elektroniki z książką jest jednak naciągnięciem. W przypadku elektroniki jest tyle podzespołów, że trudno określić który z nich został wyprodukowany z poszanowaniem wszelkich standardów ekonomicznych i moralnych. Zresztą idąc Twoim tokiem rozumowania każdy z potencjalnych klientów musiałby mieć niezłą wiedzę z zakresu techniki i gospodarki by kupować elektronikę wyprodukowaną w sposób uczciwy. Dla mnie jest to rozmydlanie tematu na zasadzie inni mają jeszcze gorzej i u was biją u murzynów. Tematu dokładnie nie znam, ale jeśli opisane przez Ciebie praktyki są prawdziwie to na pewno zasługują na potępienie, tyle tylko że nic nie wnoszą do diagnozy sytuacji na linii Empik – wydawnictwa. Proponowałbym jednak nie uciekać od tej kwestii. Uwierz mi, że tak samo mnie irytuje na przykład fakt, że wydawnictwa nie płacą na czas swoim autorom lub podwykonawcom, co też pewnie ma miejsce ale nie jest jednak praktyką tak powszechną jak w przypadku Empiku.

        Formalnego przymusu prowadzenia interesów z Empikiem nie ma, ale istnieje przymus ekonomiczny o czym napomknąłem w swoim pierwszym komentarzu. Wydawnictwa nie współpracujące z Empikiem w większości nie są w stanie wygenerować przychodów, dzięki którym mogłyby wyjść na swoje ergo szybko zwiną interes. I Empik w sposób oczywisty taką sytuację wykorzystuje, traktując je jako namolnego petenta, którego można zbywać i nie płacić mu na czas. Czemu tak robi? Bo po prostu może, a że pieniądz pracuje na koncie to tylko dodatkowy dla nich zysk.

        Jeśli chodzi o porównania cen to ok miałem tego nie robić ale przytoczę Ci na dwóch przykładach:
        1) biografia Steve Jobsa (miękka okładka) – w Empiku 51,99(strona internetowa); sklep internetowy z możliwością osobistego odbioru na warszawskim Ursynowie (nazwy nie podaje celowo by niczego tu nie reklamować)- 44,55
        2) Bóg, kasa i rock’n’roll (miękka) – Hołowni i Prokopa, w Empiku 30,99 (strona internetowa); wspomniany sklep internetowy – 26,32
        Podobnych przykładów mógłbym znaleźć więcej, ale nie chodzi tu o przykłady tylko o pewną tendencję: Empik po prostu jest drogi, zważywszy szczególnie na to w jakiej skali prowadzi swoją sprzedaż. Może nie są to wielkie różnice dla indywidualnego nabywcy, ale jeżeli ktoś kupuje powiedzmy klika książek w miesiącu jak ja to w skali roku uzbiera mu się z tego całkiem niezła suma. Nie przeczę że książki na stronach wydawnictw są droższe niż w Empiku, ale zadajmy sobie pytanie czy nie jest tak właśnie dlatego, że Empik nie płaci im na czas…

        Piszesz, że niemożliwością jest w dzisiejszych czasach znaleźć firmy czyste jak łza. Pełna zgoda, nie jesteśmy w stanie jako indywidualni konsumenci kupować produktów wyprodukowanych z poszanowaniem wszelkich norm etycznych, bo nie mamy odpowiedniej wiedzy, nie wiemy jak to sprawdzić, zwyczajnie o tym zapominamy, nie chce się nam lub mamy to gdzieś. Ale mówimy o tym konkretnym przypadku. Empik jest po prostu nieuczciwy i ja jako finalny konsument nie mam zamiaru:
        1) brać udziału w oszukiwaniu wydawnictw bo do tego w sumie sprowadza się kupno książki za którą Empik nie zapłacił, (pragnę przypomnieć że podstawą gospodarki rynkowej jest poszanowanie własności, którą zasadę Empik regularnie i permanentnie narusza)
        2) niepotrzebnie przepłacać i nabijać kabzę monopoliście.
        Trudno mi do końca powiedzieć z czego wynika ta nieuczciwość, z braku kultury organizacyjnej, jakiejś wizji prowadzenia przedsiębiorstwa czy po prostu z ludzkiej zachłanności. Zresztą nie wiem czy wiesz, że jest to firma, która trafiła na listę najgorszych pracodawców w roku 2010, co samo w sobie o czymś świadczy.

        VA:F [1.9.22_1171]
        Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
        • Kali pisze:

          Przykład Foxconnu miał służyć pokazaniu prostego mechanizmu: wiem, że firma jest oszustem = nie dotuje jej dobrowolnie. Ok, może przykład nienajszczęśliwszy, bo często nie wiemy jakie podzespoły są w urządzeniach, ale np. Biedronka czy BP? Można to odnieść 1:1 do EMPiKu, są dziadami więc nie chodzę tam na zakupy i nie tankuje na ich stacjach. Jednak mój tok rozumowania jest taki, że wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej nie skłoni mnie do zaprzestania tankowania u nich, jeśli a) stację mam po drodze b) mają najlepsze ceny w mojej okolicy c) lubię ich hot dogi d) brakuje mi dwóch tankowań do jakiejś nagrody. EMPiK czasami ma dobre ceny, czasami rzeczywiście przegina. Zgadzam się z Twoimi przykładami – ale jeśli Polacy lubią „jak najtaniej” i jeśli mamy kryzys, dlaczego EMPiKi są oblegane? I dlaczego akcja pokazuje, że „W EMPiKu jest drogo” a nie „U nas jest taniej”?
          I zgadzam się, że działania EMPiKu jeśli prawdziwe (bo mamy słowo przeciwko słowu i pewnie każdy ma swoje racje) są złe i ktoś się poważnie powinien za to zabrać. Jednak dziwnym i absurdalnym błędnym kołem jest fakt, że wydawcy, którzy jak piszesz bez EMPiKu zwinęliby swoje interesy, robią teraz kupę we własne gniazdo, bo bez EMPiku ich nie ma. A może są, skoro namawiają do kupowania bezpośrednio u nich lub w księgarniach? Skoro mogą sobie na to pozwolić to jak to jest? Tego właśnie nie mogę zrozumieć. Może nie warto kolejnej książki wpychać do EMPiKu tylko wystawić na swojej stronie i przeprowadzić pozytywną akcję, wspierającą tańszą alternatywę.

          VN:F [1.9.22_1171]
          Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
          • Niestety nie jestem w stanie zgodzić się ze stwierdzeniem, że Empik ma dobre ceny. To, że czasami trafiają się jakieś promocje jeszcze o niczym nie świadczy, jedna jaskółka wiosny nie czyni. Mówię tu o ogólnej tendencji. Wystarczy przejrzeć ceny pozycji z list bestsellerów, dwa aktualne przykłady przytoczone przeze mnie powyżej.

            Czemu Empiki są oblegane? Bo większość konsumentów wychodzi z założenia, że co ich obchodzi sytuacja wydawców, przecież książki i tak są drogie. Dlatego właśnie potrzebne są takie akcje. Poza tym brak dla Empiku realnej alternatywy i konkurencji. To przecież nie tylko księgarnia, ale również salom muzyczny i prasowy, sklep z grami komputerowymi, kawiarnia, szkoła językowa czy co tam jeszcze ostatnio wymyślili. To trochę taki hipermarket z kulturą. Można na przykład w krótkim czasie kupić prezenty świąteczne dla całej rodziny, do tego kartki, opakowania i słodycze, a w międzyczasie wypić kawę, zjeść ciacho czy przejrzeć prasę. Pomyśleli na prawdę o wszystkim, oszczędność czasu i wygoda. Nie bez znaczenia jest też fakt, że to marka o kilkudziesięcioletniej tradycji więc znowu wracamy do kwestii przyzwyczajenia konsumenta. Ale te zalety Empiku nie zmieniają faktu, że zalega on z płatnościami wydawcom sprzedając towar który nie jest jego własnością (!!!).

            Co do samych wydawców to sądzę, że gdyby nie zostali postawieni po prostu w sytuacji bez wyjścia to całej akcji by nie było. Pójście na wojnę (bo do tego sprowadza się właściwie ta akcja) z tak silnym graczem jak Empik bez racjonalnych przesłanek i powodów byłoby po prostu akcją samobójczą i głupią. Naprawdę uważasz, że gdyby Empik wywiązywał się terminowo ze swoich zobowiązań to wydawcy wyszliby z tego typu inicjatywą? Zresztą nie jest tajemnicą, że podobne praktyki trwają od lat, ale widocznie Empik tym razem za mocno przykręcił śrubę lub wydawcy uznali, że mają po prostu dość takiego traktowania.

            VA:F [1.9.22_1171]
            Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *